Ostatnie miesiące życia Henryka Wieniawskiego upłynęły, niestety, daleko od sali koncertowej. Przed śmiercią trafił do moskiewskiego Szpitala Maryjskiego dla Ubogich, w dzielnicy Bożedomka. Stamtąd zabrała go Nadieżda Filaretowna von Meck. W jej moskiewskim domu przy Bulwarze Rożdiestwieńskim zmarł 31 marca 1880 roku. Miał czterdzieści cztery lata.

Tymczasem dziś w Poznaniu znów brzmi jego muzyka. Od 8 do 25 października odbywa się tam Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy jego imienia – zmagania, które od ponad dziewięćdziesięciu lat gromadzą młodych muzyków z całego świata. W tym roku o główną nagrodę walczy pięćdziesięcioro skrzypków. Pierwszy etap w całości poświęcony jest muzyce Wieniawskiego, a w finale uczestnicy zagrają jeden z dwóch jego koncertów skrzypcowych. Pula nagród wynosi 120 tysięcy euro, z czego 60 tysięcy otrzyma laureat pierwszej nagrody. Sam Wieniawski chyba by w to nie uwierzył!

Choroba serca, wodna puchlina, kłopoty finansowe – wszystko to po trochu odbierało Wieniawskiemu siły. Ale nie muzykę. Jeszcze na kilka dni przed śmiercią czekał na koncert.

W Moskwie znano go dobrze. Jeszcze niedawno samo jego nazwisko przyciągało tłumy, jego występy były wydarzeniami, a jego skrzypce uchodziły za jedne z najwirtuozowskich w Europie. Teraz słynny muzyk ciężko chorował i leżał w domu pani von Meck.

9 marca 1880 roku moskiewski skrzypek Wasilij Biezekirski wyszedł na scenę (niestety nie udało nam się ustalić, gdzie dokładnie wystąpił – red.). Zagrał II Koncert Henryka Wieniawskiego – po raz pierwszy w swojej karierze.

Chory skrzypek chciał wiedzieć, jak poszło. Następnego dnia Biezekirski przyszedł do niego i opowiedział o swoim sukcesie.

„Jak tylko poczuję się lepiej, musi mi go pan zagrać” – powiedział Wieniawski. Wyznaczył nawet datę: 17 marca.

17 marca Biezekirski przyszedł ze skrzypcami. Lekarz jednak nie pozwolił mu wejść: Wieniawski był w tak ciężkim stanie, że spodziewano się agonii. Dwa dni później już go nie było (o datach – nieco niżej). Tak zakończyło się życie jednego z najsłynniejszych skrzypków XIX wieku.

Historia konkursu

Dziś, po 146 latach, jego muzyka znów gromadzi w Poznaniu młodych skrzypków. A konkurs, który nosi imię Wieniawskiego, to nie tylko pomnik ku czci wielkiego wirtuoza. To jedno z najważniejszych miejsc na mapie światowego życia skrzypcowego.

Konkurs powstał w 1935 roku, na stulecie urodzin Wieniawskiego, z inicjatywy jego bratanka Adama Wieniawskiego. Pierwsza edycja odbyła się w Warszawie. Zwyciężyła w niej francuska skrzypaczka Ginette Neveu, a drugą nagrodę zdobył radziecki skrzypek Dawid Ojstrach. Po wojnie, w 1952 roku, konkurs odrodził się już w Poznaniu – mieście, z którym Wieniawskiego łączyły szczególne więzi.

Przez minione dziesięciolecia lista laureatów stała się w gruncie rzeczy kroniką sztuki skrzypcowej XX i XXI wieku. Wygrywali tu Igor Ojstrach, Tatiana Grindenko, Jewgienij Buszkow, Alena Baeva, Agata Szymczewska, Weriko Czumburidze, Hina Maeda i wielu innych muzyków, których międzynarodowe kariery zaczęły się właśnie dzięki temu konkursowi albo zyskały dzięki niemu potężny impuls.

Wieniawski większość życia spędził w drodze, koncertując przed publicznością w wielu krajach. A po latach od jego śmierci muzycy z całego świata zaczęli przyjeżdżać do Polski, by grać jego muzykę i walczyć o tytuł laureata konkursu jego imienia.

Przez dziesięciolecia w Poznaniu spotykały się różne szkoły narodowe, które w zwykłym życiu muzycznym bywały dla siebie konkurencją, tu jednak zasiadały jakby „przy jednym stole jury”. W tegorocznym jury zasiada brytyjski skrzypek Aleksander Sitkowiecki, który urodził się w Moskwie, ale od ósmego roku życia mieszka w Wielkiej Brytanii. W wyborze uczestników brała udział skrzypaczka światowej sławy Alena Baeva, absolwentka Konserwatorium Moskiewskiego. Przypomnijmy, że Baeva wygrała XII Międzynarodowy Konkurs im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu – zdobyła pierwszą nagrodę, złoty medal i dziewięć nagród specjalnych! O wynikach tegorocznego konkursu dowiemy się nieco później, a teraz wróćmy do Moskwy roku 1880.

Świadek ostatnich dni

Естественно улучшенное изображение с балансом света цвета и резкости

Historię ostatnich dni Wieniawskiego znamy dzięki człowiekowi, który odwiedzał go w szpitalu, a potem w domu rodziny von Meck. Był nim Wasilij Wasiljewicz Biezekirski – i wcale nie przypadkowy świadek.

Biezekirski urodził się w Moskwie w 1835 roku. Uczył się u Rudolfa Slavika w Moskwie, potem w Brukseli u słynnego Huberta Léonarda, występował w Europie i przez wiele lat był solistą orkiestry Teatru Wielkiego. W 1868 roku zagrał własny koncert skrzypcowy w słynnym lipskim Gewandhausie, po czym przez kilka lat koncertował w Europie. Później został jednym z poważanych pedagogów moskiewskiej szkoły skrzypcowej.

Znał środowisko muzyczne, w którym obracał się Wieniawski, występował z wybitnymi muzykami i sam przebył długą drogę artystyczną. Dlatego jego opowieść jest szczególnie cenna: to wspomnienie współczesnego, który na własne oczy widział chorego Wieniawskiego.

W 1910 roku Biezekirski wydał książkę „Z notatnika artysty”. Jest w niej rozdział „Smutne okoliczności. Śmierć Wieniawskiego”, w którym opisał ostatnie tygodnie życia swojego kolegi.

Nie chciał przestać grać

Pod koniec lat siedemdziesiątych zdrowie Wieniawskiego było już poważnie nadszarpnięte. Cierpiał na ciężką chorobę serca, a mimo to nie przestawał koncertować.

W listopadzie 1878 roku w Berlinie Wieniawski zemdlał w trakcie wykonywania własnego II Koncertu. Kilka tygodni później, w Moskwie, nie był w stanie dograć do końca „Sonaty Kreutzerowskiej” Beethovena.

Dla muzyka, którego życie było nierozerwalnie związane ze sceną, były to niepokojące sygnały. Wieniawski jednak nadal występował. Ostatnie lata koncertowania były dla niego czasem nie tylko fizycznego wyczerpania, ale też kłopotów finansowych.

Jak wspominał Wasilij Biezekirski, już przy ślubie Wieniawskiego z Angielką Izabelą Hampton jej rodzice nalegali, by ubezpieczyć jego życie na 50 tysięcy rubli. Roczna składka wynosiła dwa tysiące rubli. Pod koniec 1879 roku, gdy choroba i brak pieniędzy niemal całkiem odebrały muzykowi możliwość pracy, zabrakło środków nawet na kolejną ratę. Wtedy Mikołaj Rubinstein, założyciel Konserwatorium Moskiewskiego i jego pierwszy dyrektor, zorganizował koncert dobroczynny, by pomóc Wieniawskiemu zachować finansowe zabezpieczenie rodziny.

20 listopada 1879 roku Wieniawskiego umieszczono w Szpitalu Maryjskim. Wasilij Biezekirski często go odwiedzał. Choroba postępowała. Do kłopotów z sercem dołączyła wodna puchlina. To właśnie w szpitalu drogi Wieniawskiego i Nadieżdy Filaretowny von Meck się przecięły.

Nadieżda von Meck

Imię Nadieżdy Filaretowny von Meck kojarzy się dziś przede wszystkim z Piotrem Czajkowskim. Była jego słynną mecenaską i przez wiele lat wspierała go materialnie. Ale miłość do muzyki zrodziła się w niej na długo przed poznaniem Czajkowskiego. Jej ojciec był skrzypkiem amatorem i potrafił zarazić córkę swoją pasją. Później majątek rodziny, zbudowany na kolejowych interesach męża, pozwolił jej pomagać muzykom.

Gdy pani von Meck dowiedziała się o stanie Wieniawskiego, zaproponowała, że przyjmie go u siebie. Poprosiła Mikołaja Rubinsteina o zorganizowanie przeniesienia chorego ze szpitala do jej domu i obiecała pokryć koszty oraz zapewnić opiekę. Propozycję przyjęto. Wieniawskiego przewieziono ze Szpitala Maryjskiego do moskiewskiego domu von Meck przy Bulwarze Rożdiestwieńskim 12, gdzie dziś wisi tablica upamiętniająca pobyt Henryka Wieniawskiego. I tu zaczyna się jedna z najcichszych i najbardziej tragicznych kart jego biografii.

Ostatni dom

Dom von Meck przy Bulwarze Rożdiestwieńskim 12 w Moskwie.

Dom von Meck był okazały. Dawniej posiadłość należała do braci Fonwizinów. Nadieżda Filaretowna kupiła ją w 1869 roku, a później przebudowała. W domu było około pięćdziesięciu pokoi. Ale dla Wieniawskiego nie był to już dom bogatej moskiewskiej rodziny, lecz ostatni przystanek.

Pani von Meck otoczyła chorego troskliwą opieką i sprowadziła lekarzy. Z Brukseli przyjechała jego żona Izabela, oczekująca narodzin ich najmłodszej córki Ireny. Stan muzyka na jakiś czas się poprawił. Niestety, nie na długo. Choroba postępowała, a wodna puchlina coraz bardziej dawała się we znaki. A potem wydarzył się ten koncert, o którym opowiedzieliśmy na początku artykułu.

19 czy 31 marca?

Uważny czytelnik z pewnością zauważył rozbieżność: na początku artykułu podaliśmy jako datę śmierci Wieniawskiego 31 marca, a Wasilij Biezekirski pisze o 19 marca 1880 roku. We wspomnieniach posługuje się on jednak starym stylem. Po przeliczeniu na nowy styl wychodzi właśnie 31 marca. Zdanie Biezekirskiego, że Wieniawski zmarł „dwa dni po” wyznaczonej na 17 marca wizycie, tylko potwierdza tę datację: 17 marca, a potem 19 marca według starego stylu – dzień śmierci. Współczesne materiały biograficzne również podają 31 marca 1880 roku.

Ostatnia droga – do Warszawy

Moskwa pożegnała go 3 kwietnia. Na pogrzeb przyjechał z Londynu najstarszy syn Wieniawskiego. Nabożeństwo żałobne odbyło się we francuskim kościele katolickim. Podczas uroczystości zabrzmiało „Requiem” Mozarta, a dyrygował nim sam Mikołaj Rubinstein.

Po ceremonii trumnę odprowadzono na dworzec Kolei Smoleńskiej. Stamtąd ciało Wieniawskiego wyruszyło do Warszawy. Po kilku dniach pochowano go już w Warszawie – w mieście, z którym związana była znaczna część jego życia. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim.

„Straciliśmy skrzypka, któremu nikt nie dorówna”

Wieniawski zmarł w Moskwie, ale jego śmierć odbiła się echem daleko poza nią. Piotr Czajkowski, który znał Wieniawskiego i bardzo cenił jego twórczość, pisał do Nadieżdy von Meck, że świat muzyczny stracił skrzypka, któremu nikt nie mógł dorównać, a także niezwykle utalentowanego kompozytora.

Dziś Henryka Wieniawskiego pamięta się przede wszystkim jako jednego z największych skrzypków XIX wieku i autora utworów, które wciąż rozbrzmiewają w salach koncertowych. Ale opowieść o jego ostatnich dniach pozwala dostrzec w nim nie tylko wielkiego muzyka, lecz po prostu człowieka. Ciężko chorował. Został bez pieniędzy i zdany na pomoc przyjaciół. Ratowano go i leczono w cudzym domu. A jednak jeszcze na kilka dni przed śmiercią wyznaczał koncert na 17 marca – bo wierzył, że będzie lepiej. Lepiej już jednak nie było…

Irina Kornilcewa

Redakcja dziękuje Ionowi Melnikowi za pomoc w przygotowaniu materiału
ER 131/2026